Zeszłego lata pracowałam dorywczo w budce z goframi, napojami i lodami, należącej do pewnej nadmorskiej restauracji. Oprócz kasy fiskalnej mieliśmy na ladzie koszyczek na napiwki. Tego dnia byłam na zmianie z koleżanką. Zrobiła się spora kolejka, obie stałyśmy odwrócone do klientów plecami, bo dokładałyśmy gofry i nalewałyśmy napoje. Gdy tłum trochę zrzedł, zauważyłyśmy, że w koszyczku zostało zaledwie 50 groszy. Później dowiedziałyśmy się od koleżanki pracującej w środku restauracji, która przez szybę widziała całe zajście, że jakiś klient zapłacił za swojego gofra... naszym napiwkiem. Warto dodać, że w tej restauracji mogłyśmy kupić obiad pracowniczy taniej niż w cenniku. Przyzwyczajone do tego, że napiwków zawsze było sporo, nie miałyśmy przy sobie żadnej innej gotówki. Obiadu więc nie kupiłyśmy i po trzynastu godzinach pracy wróciłyśmy do domu głodne i wściekłe.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz