Zaprosiłam rodziców na obiad do naszego nowego mieszkania, tuż po ślubie. Odbierając ich z dworca, zadzwoniłam do męża, żeby włączył piekarnik — nie odbierał. Zaraz po wejściu do domu przywitał nas krzyk: „K...., Gośka, ile razy mówiłem, nie zostawiaj deski, cała łazienka upaprana, a ty to teraz posprzątasz... k..., k..., k...”. Okazało się, że biegunka potrafi napsuć krwi. Do tego mój mąż do tej pory uchodził za osobę miłą i statecznie zapatrzoną we mnie... mina męża po wyjściu z łazienki — bezcenna, mina rodziców — trudna do opisania.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz