Moi „koledzy” z pracy strasznie się dziś nudzili i dla rozrywki przywiązali mnie taśmą do krzesła, próbując zaśmiać mnie na śmierć. Brzmi absurdalnie, ale po dwudziestu minutach naprawdę czułem się jak w torturach, więc z ulgą przyjąłem, gdy do biura wparował nasz szef, pytając, co to za krzyki. Niestety źle oceniłem sytuację — szef z radością przyłączył się do „zabawy”.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz