Kilkanaście lat temu, gdy miałem może z trzynaście lat, u babci trwał remont — między innymi wymieniano starą wersalkę. Wynieśliśmy ją pod śmietnik, gdzie od razu zainteresowali się nią miejscowi pijaczkowie. Chwilę potem przybiegła zaniepokojona babcia i powiedziała, że w środku schowała pieniądze i jakieś papiery. Oczywiście wcześniej ją opróżniliśmy, ale mój wujek — dość zamożny żartowniś — wziął jakiś nóż i kazał mi iść z nim. Podeszliśmy pod śmietnik, gdzie pijaczkowie już siedzieli na wersalce. Wujek naciął tam jakąś szmatę z tyłu (jeden z panów zapytał, czy czegoś nie zapomnieliśmy), a potem zręcznie wyciągnął z kieszeni plik banknotów tak, żeby wyglądało, jakby brał je z wersalki, i pokazał mi, mówiąc głośno: „Patrz, ile pieniędzy babcia zostawiła!”. Miny pijaczków były bezcenne. Najlepsze, że gdy odeszliśmy kawałek dalej, zaczęli gorączkowo przeszukiwać całą wersalkę.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz