Jechałem samochodem, gdy zobaczyłem na poboczu kobietę z ewidentnymi kłopotami z autem. Zjechałem, żeby zapytać, czy pomóc, a ona zaczęła się na mnie drzeć, że pewnie jestem złodziejem albo gwałcicielem. Wzywała pomocy, okładała mnie torebką, w końcu zadzwoniła na policję. Zostałem, żeby wyjaśnić to nieporozumienie. Policjanci na początku wierzyli w jej wersję, ale gdy w końcu dali mi dojść do głosu i przesłuchali świadków, puścili mnie do domu. Wcześniej spędziłem na komisariacie łącznie trzy godziny, choć o 18 miałem odebrać syna z przedszkola. Do domu dotarłem o 23, a tam czekała już awantura z żoną: dlaczego się spóźniłem.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz