Poszłam dziś do pracy na ranną zmianę, choć powinnam się pojawić dopiero po południu — chciałam po prostu pomóc koleżance. Zrobiłyśmy wszystko we dwie, choć to ja odwaliłam większość roboty. Wyszłam o 15, wiedząc, że o 16:30 przychodzi klient (jedyny powód, dla którego szef kazał mi dziś przyjść). Leciałam w strugach deszczu tam i z powrotem, żeby dowiedzieć się, że klient przełożył wizytę na jutro. Koleżanka „zapomniała” mi o tym zadzwonić.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz