Czekałem ponad 40 minut w ulewnym deszczu na żonę, która miała po mnie podjechać po pracy. Rozładowała mi się komórka, więc nie mogłem nawet zadzwonić i zapytać, czemu się spóźnia. W pewnym momencie, przemoczony i solidnie już wściekły, uświadomiłem sobie, że żona wzięła dziś wolne — a ja sam przyjechałem do pracy autem, które stało jakieś 30 metrów od miejsca, w którym czekałem.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz