Zewsząd polecano mi pewien szampon do włosów — podobno przeznaczony dla niemowląt, ale uwielbiany też przez dorosłe użytkowniczki. Kupiłam więc buteleczkę z buzią niemowlaka na etykiecie, postawiłam rano w łazience i poszłam do pracy. Niedługo potem dzwoni mąż, że zaprasza mnie na kolację do restauracji. Nie zastanawiałam się nad okazją, bo często tak robił. Na miejscu zobaczyłam u niego uśmiech, jakiego jeszcze nigdy nie widziałam, i usłyszałam: „Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zostanę tatą... to w łazience to taka sugestia, prawda?”. Nie jestem w ciąży — i szczerze mówiąc, sądziłam, że w ogóle nie chcemy mieć dzieci.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz