Poszłam z czteroletnią córką na pierwszą wizytę do logopedy. Pani zadawała standardowe pytania — czy ma zwierzątko, jakie itd. W końcu spytała, jak ma na imię mamusia. Córka odpowiada: „No, mamusia!”. Po kilku takich rundach logopeda zmieniła taktykę i zapytała, jak tatuś woła na mamusię. Na twarzy mojej pociechy pojawił się szeroki uśmiech i z dumą odpowiedziała: „ROPUCHA!”. Moja mina, śmiech logopedki i totalna dezorientacja dziecka — bezcenne.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz