Byłam kiedyś na rejsie. Dobiliśmy do zupełnie nieznanego mi portu. Szybko posprzątaliśmy pokład i poszliśmy zwiedzać miasteczko. Wieczorem piwo lało się hurtowymi ilościami. W pewnym momencie uznałam, że mam dość, i ruszyłam z powrotem na jacht — oczywiście po drodze się zgubiłam. Coraz bardziej zdesperowana, ciągle trafiałam w te same uliczki. Wreszcie zobaczyłam port... ale odgradzało go ode mnie ogrodzenie, którego nie dało się obejść bez zawracania. Przytłumiony alkoholem zmysł orientacji podpowiadał mi, że jak zawrócę, to już na pewno się zgubię, a port był tak blisko — tylko to ogrodzenie... Wdrapałam się więc na nie radośnie, usiadłam na szczycie i zeskoczyłam! Niestety spodnie zaczepiły się o drut i gdy lądowałam po drugiej stronie, materiał na obu pośladkach został na ogrodzeniu, powiewając na wietrze. Powlokłam się na jacht z rozpaczliwie gołym tyłkiem, świadoma, że nie zabrałam na ten weekendowy rejs żadnych zapasowych spodni. Ale miałam co opowiadać całej załodze następnego dnia!
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy/a.
Dodaj komentarz